2016/02/25

"4-godzinny tydzień pracy" według Tima Ferrissa

"4-godzinny tydzień pracy" według Tima Ferrissa

„4-godzinny tydzień pracy” brzmi tro­chę jak tytuł powie­ści fan­ta­stycz­nej, a ory­gi­nalna okładka z poniż­szego zdję­cia jakby dopeł­nia tę wizję. Nic bar­dziej myl­nego, jest to porad­nik, któ­rego tytuł, autor trak­tuje jak naj­bar­dziej poważ­nie.

4-godzinny tydzień pracy to sys­tem według któ­rego żyje Timo­thy Fer­riss. W książce opi­suje on życie swoje i innych osób, które rów­nież z powo­dze­niem wyznają tę zasadę. W innych tego typu lek­tu­rach zazwy­czaj dosta­jemy dawkę moty­wa­cji poka­zu­ją­cej, że da się żyć ina­czej, ale tak naprawdę bez kon­kret­nych przy­kła­dów, jak to zro­bić. W książce Tima jest nico ina­czej, od początku do końca książki rzuca on kon­kret­nymi paten­tami, które czę­sto możemy wdro­żyć w życie natych­miast i to jest chyba naj­więk­szą jej zaletą.
Jeśli inte­re­suje Cię tema­tyka książki, zapra­szam rów­nież tutaj: „Zasady Can­fielda. Rusz się stąd gdzie jesteś i idź tam, gdzie chcesz być.
„4-godzinny tydzień pracy” mówi o tym, jak uwol­nić się od sche­matu pracy od 9 do 17 i dołą­czyć do ludzi nie­za­leż­nych finan­sowo. Nie­stety książka pisana jest pod reali życia w USA, a te mocno róż­nią się od tych w Pol­sce. Tim w książce daje rów­nież wiele przy­kła­dów narzę­dzi mogą­cych uła­twić nam życie, które rów­nież w naszym kraju się nie spraw­dzą. I to są chyba naj­więk­sze minusy tej lek­tury. Nie mniej jed­nak, z książki można wycią­gnąć wiele dobrego, dla­tego warto ją prze­czy­tać. Pateny na szyb­kie czy­ta­nie, ogra­ni­cza­nie zbęd­nych wia­do­mo­ści, czy jaka powinna być marża przy sprze­daży róż­nych pro­duk­tów to tylko kilka z wielu infor­ma­cji, które mogą nam się przy­dać.
Tim Fer­riss, w książce rów­nież poka­zuje, wiele spo­so­bów na tanie podró­żo­wa­nie. Wiele osób uzna to za nie­moż­liwe i to będzie błąd. Pode­prę się tutaj przy­kła­dem mojego przy­ja­ciela Grześka, który od trzech lat w ten spo­sób podró­żuje. W ciągu tylko jed­nej wycieczki odwie­dził dzie­więć kra­jów na czte­rech kon­ty­nen­tach. A w ciągu kolej­nych dwóch mie­sięcy zali­czył kolejne trzy kraje na dwóch pozo­sta­łych kon­ty­nen­tach…

Jeśli chce­cie zoba­czyć jego zdję­cia w takich mia­stach jak Nowy York, Miami, Las Vegas, Los Ange­les, Toronto, Rio de Jane­iro, Dubaj, Pekin, Hong Kong, Bang­kok, Sin­ga­pur, Kuala Lum­pur, Syd­ney, czy wyprawę na safari w RPA. –> Zapra­szam na Grześka Insta­gram.



#liveyourdream #justdoit


0 komentarze:

Prześlij komentarz